Przerwa w zatrudnieniu może być kłopotliwa

przerwa w zatrudnieniuWiele osób w swojej karierze zawodowej posiada dłuższe lub krótsze przerwy w zatrudnieniu. Dotyczy to również osób zatrudnionych w dziale personalnym. Taka przerwa nie zawsze musi być postrzegana kłopotliwie. Może wynikać, na przykład z opieki nad dzieckiem. A każdy rodzic może podczas wolnych chwil zająć się doskonaleniem swoich umiejętności. Dobrym rozwiązaniem w tym przypadku mogą okazać się dodatkowe kursy oraz szkolenia.

Praca dorywcza również może być ciekawym rozwiązaniem. To wszystko można umieścić w swoim CV, czy też wspomnieć o tym podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Dzięki temu pokażemy, że zależy nam na nieustannym rozwoju, a to można wykorzystać w naprawdę wielu zawodach. Pracownicy mogą również skorzystać z urlopów bezpłatnych. Takie rozwiązania często wykorzystują osoby, które są przemęczone i muszą koniecznie odpocząć. Niektórzy decydują się na takie wyjście przez wzgląd na realizację marzeń i chęć podróżowania. Nie każdy pracodawca zgodzi się na udzielenie pracownikowi urlopu bezpłatnego, bowiem będzie się to wiązało z koniecznością zatrudnienia nowego pracownika na zastępstwo.

W tych i wielu innych, ale podobnych sytuacjach warto zrezygnować z CV przygotowanego w sposób chronologiczny. W tym przypadku za wskaźnik kolejności w życiorysie przyjmijmy priorytety konkretnych zajęć. To jedno z najlepszych wyjść z tej sytuacji, które umożliwi zainteresowanie pracodawcy swoimi umiejętnościami i posiadanym doświadczeniem.

Czas urlopów

Sezon ogórkowy na dobre rozpoczęty więc my, pracownicy działu personalnego mamy teraz pełne ręce roboty związanej z planami urlopowymi pracowników firmy. Gdy ktoś pracuje w dziale personalnym w mniejszym przedsiębiorstwie to pewnie nie odczuwa tak bardzo okresu urlopowego, jak ja, pracownik działu personalnego Suwałki.

a74Nie ma dnia, żebym nie zajmowała się wprowadzaniem danych osób wybierających się na urlopy i z tych urlopów wracających. Pracy jest co niemiara, a mój urlop rozpoczyna się dopiero za trzy tygodnie!

W tym roku razem z mężem planujemy sobie odbić wszystkie poprzednie lata i wybrać się do syna do Holandii. Mariusz za granicą przebywa od pięciu lat i raczej nie ma zamiaru wracać do Polski. Twierdzi, że w Holandii życie jest lepsze, łatwiejsze i wygodniejsze, a przyjaciół znajdzie się wszędzie.

Dawno nie widzieliśmy naszego syna, który podobno ma nową dziewczynę i musimy w końcu pojechać go odwiedzić. Wpakujemy się w auto i pojedziemy. Szczerze mówiąc to ja bym wolała chyba lecieć, jednak mój mąż panicznie boi się samolotów. Jego fobia jeszcze wzmocniła się po ostatnich wydarzeniach związanych z zestrzeleniem samolotu nad Ukrainą.

Po orkanie

Gdy pomyślę o tym, że za paręnaście minut muszę opuścić ciepłe mieszkanie i wyjść na szalejący na dworze wicher i mróz to aż mnie coś w środku telepie. W nocy przez nasze miasto, tak jak i przez całą Polskę miał przejść orkan Ksawery, co zapewne się wydarzyło, jednak ja spałam tak mocno, że nie słyszałam żadnych świstów i podmuchów. U nas wiatr miał osiągnąć prędkość około 60 km/h czyli dużo mniej niż na wybrzeżu, jednak nadal całkiem sporo. Mimo, że zgodnie z wiadomościami od uderzenia orkanu minęło kilka godzin, na dworze nadal nie jest zbyt przyjemnie, bo wiatr chce ludziom głowy z szyi powyrywać. Wychyliłam się raz czy dwa ze swojego okna i jak tylko zobaczyłam jednostki z trudem idące po chodniku, od razu cofnęłam wzrok by nie myśleć, że za jakiś czas to będę ja.

30Od czterech miesięcy pracuję jako pracownik działu personalnego Tychy i zazwyczaj z wielką ochotą i chęcią maszeruję rankiem do pracy. Swoją przygodę z działem personalnym zaczynałam w sierpniu, przez co poranne spacerki do pracy były więcej niż przyjemnością. Wrzesień, październik i listopad też nie były najgorsze, ale to, co się dzieje teraz przechodzi ludzkie pojęcie. Tak sobie siedzę i myślę czy czasem nie powinnam skusić się dziś na zostanie w domu. Mogę przecież zadzwonić do pracy, powiedzieć, że pękła mi rura w mieszkaniu i wziąć urlop na żądanie. Ach, to byłoby cudowne móc przez cały dzień leżeć w ciepłym łóżku i nie przejmować się tym, że ktoś mi każe coś tam zrobić.

Niestety, urlopu na żądanie raczej nie wykorzystam, bo nie jestem typem osoby, która ucieka gdy na drodze pojawiają się pierwsze przeciwności. Żaden wiatr nie jest w stanie mnie odstraszyć przed pójściem do pracy – przecież tak naprawdę potrzebuję się tylko dostać na przystanek i poczekać na przyjazd autobusu.

Dwa życia

Zajmowanie się sprawami personalnymi firmy jest na tyle nudne, że po przyjściu do domu z pracy muszę się w jakiś sposób odstresować i zająć czymś, co sprawi, że na nowo odzyskam chęci do życia. Moim obecnym zajęciem jest intensywne przygotowywanie się do sezonu narciarskiego, który mam zamiar rozpocząć jak tylko na stokach pojawi się pierwszy śnieg. Z Chorzowa nie mam zbyt daleko na stoki, dlatego wystarczą mi dwie, trzy godzinki na dojazd i już mogę szusować po ośnieżonych stokach.

25Nie przepadam za pracą, jaką udało mi dostać tuż po zakończeniu edukacji i w której od tamtego czasu tkwię, pracownik działu personalnego Chorzów. Lubię myśleć, ze zostałem stworzony do wyższych celów niż całodniowe przesiadywanie za biurkiem i wklepywanie danych do komputera. Ta praca nie jest nieprzyjemna czy straszna, jest po prostu nudna, a ja nudy nie cierpię.

Z chęcią zmieniłbym miejsce pracy, jednak trochę boję się odejść z miejsca, w którym co miesiąc mam przelewaną pensję i z którego nikt nie chce mnie wyrzucić. Obawiam się, że po przejściu na bezrobocie będę miał duży problem ze znalezieniem pracodawcy, a nie chciałbym na długi czas wrócić na utrzymanie rodziców. Bez comiesięcznych przychodów nie jestem w stanie realizować swoich pasji, bez których nie potrafię żyć. Muszę się więc pogodzić z tym, że codziennie do 16.00 jestem śmiertelnie nudnym urzędnikiem, natomiast po 16.00 wracam do swojej prawdziwej postaci!

Oryginalne spotkanie

Swoją żonę poznałem w dość oryginalnych okolicznościach, bowiem na rozmowie kwalifikacyjnej, w której uczestniczyła jako pracownik działu personalnego Włocławek. Ja byłem po drugiej stronie barykady, bowiem starałem się o angaż na stanowisko programisty PHP, które w swojej ofercie miała firma zatrudniająca moją żonę. Na Tośkę zwróciłem uwagę już na rozmowie kwalifikacyjnej, jednak głupio było mi zagadywać do jednego z członków komisji rekrutacyjnej i prosić go o numer telefonu. Wiedziałem, że to może być odebrane jako nieprofesjonalna próba zdobycia czyjejś przychylności. Wychodząc ze spotkania miałem świadomość, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie zobaczę Tośki już nigdy w życiu.

18Na szczęście tak się nie stało, bo to ja zostałem wybrany na programistę i zatrudniony w firmie. Gdy pierwszego dnia nowej pracy szedłem do biura, w głowie miałem tylko jeden plan – jak najszybciej poznać się z Antoniną i zaprosić ją na randkę. Nie myślałem o nowych obowiązkach, o pensji czy o konieczności wdrożenia się w pracę. Na tamtym etapie mojego życia najbardziej liczyła się znajomość z Tośką, choć nie wiedziałem czy nie ma męża lub narzeczonego. Na jej palcu nie było obrączki, jednak obrączka tak naprawdę nic nie znaczy.

Konkury i awanse zajęły mi bardzo dużo czasu, zanim w końcu Tośka zgodziła się wyjść ze mną na kolację. Cały czas powtarzała, że nie należy łączyć życia prywatnego z zawodowym, ale w końcu zaryzykowała. Chyba dobrze zrobiła, bo teraz ma mnie za swojego męża!

Wypadek na basenie

17Ostatnio, podczas jednej z moich częstych wizyt na gliwickim basenie, Neptunie, byłem świadkiem strasznego zdarzenia, które gdyby nie spostrzegawczość i szybkość działania niektórych osób mogłoby się skończyć tragicznie. Tego dnia, jak co tydzień wybrałem się na swój regularny trening pływacki, który wykonuję od kiedy lekarz powiedział mi, że to dobre dla moich kości. Pracuję jako pracownik działu personalnego Gliwice, a moja praca jest statyczna i mało aktywna, co niekorzystnie odbija się na moim układzie szkieletowym. Od dwóch lat co tydzień chodzę na basen, robię sześćdziesiąt długości basenu i wracam do domu.

Podczas ostatniej wizyty nie zdążyłem nawet zrobić połowy zaplanowanej liczby powtórzeń, gdy do moich uszu dobiegł wrzask jakiejś kobiety. Szybko wynurzyłem się z wody i usłyszałem, że jakaś kobieta krzyczy, że jej mąż się topi. Ona sama nie umiała pływać, stała w płytkiej części basenu i bała się gdziekolwiek ruszyć. Zdziwiło mnie, że na krzyk kobiety nie zareagował żaden ratownik, jednak przestało mnie to dziwić gdy okazało się, że wszyscy ratownicy akurat urządzili sobie krótką przerwę na papierosa. Czuję, że za taką niesubordynację wylecą z pracy.

Wracając do topiącego się mężczyzny, już miałem ruszyć mu na ratunek, gdy podpłynął do niego jakiś młody, na oko czternastoletni chłopak i paroma wprawnymi ruchami wyłowił go z wody. Chłopak od razu zastosował sztuczne oddychanie na nieoddychającym mężczyźnie i tym samym uratował mu życie. Później okazało się, że młody bohater był w wakacje na kursie dla ratowników, gdzie nauczyli go jak się ratuje topielców i jak robi sztuczne oddychanie. Ta dzisiejsza młodzież nie jest jednak taka głupia, jak myślałem.

Odpoczynek od innych

9Dziś czwartek, co oznacza, że tylko jeden dzień dzieli mnie od upragnionego weekendu, na którym mam zamiar wreszcie zająć się przesadzaniem swoich prawie zwiędłych już kwiatów. Może i zabawa w ziemi wydaje się być ciężką pracą, jednak dla mnie będzie to sposób na relaks i odstresowanie się. Miło będzie popatrzeć przez parę godzin na ciemną, brązową masę ziemną, zamiast wpatrywać się w migający ekran komputera, lub co gorsza, zniecierpliwione twarze kolejnych petentów odwiedzających dział personalny, w którym pracuję, pracownik działu personalnego Zielona Góra. Całymi dniami zajmuję się sprawami kadrowymi firmy, niektóre dane pracowników znam już nawet na pamięć, dlatego z ujmą przyjmuję chwile, w których nie muszę przebywać z żadną inną istotą ludzką, a po prostu siedzę sobie w samotności i cieszę się swoim towarzystwem. Wyobraźcie sobie, że niektórzy pracownicy firmy uważają, że jestem osobą, która potrafi zrobić i załatwić wszystko, pracownik działu personalnego Zielona Góra. Przychodzą do mnie z jakimiś czekoladkami i cukierkami licząc, że przez pryzmat czekających mnie słodkości chętniej coś dla nich zrobię. Może na początku kariery w dziale personalnym to na mnie działało, jednak teraz, pięć lat później i dziesięć kilogramów więcej patrzę na to w zupełnie inny sposób. Najlepszą metodą na zdobycie mojej przychylności i pomocy jest zwykłe podejście i rzeczowe wyjaśnienie sprawy. Jeśli akurat coś będę mogła załatwić, to na pewno to zrobię. Nie jestem jednak bogiem.

Uprzedzona

Za każdym razem gdy czytam, lub słyszę coś o osobach pracujących w firmach rekrutacyjnych i działach personalnych, na myśl od razu przychodzi mi mój poprzedni chłopak, Paweł, który pracował jako pracownik działu personalnego Sosnowiec w pewnej dużej korporacji działającej na całym śląsku. Paweł niewiele mówił mi o swojej pracy, ale chyba ją lubił, bo w każdym razie mało na nią narzekał. Co najwyżej zdarzało mu się coś powiedzieć na temat zarobków, które go nie satysfakcjonowały.

36Myślałam, że małomówność Pawła jest jego cechą wrodzoną, której w żaden sposób nie da się wyplenić.  W ogóle Paweł był tajemniczy, co mnie w nim bardzo fascynowało. Nie lubił dużo o sobie mówić, spotkaliśmy się też w sumie dość rzadko, bo Paweł miał jakieś ważne sprawy do załatwienia lub chodził na siłownię. W ciągu tygodnia udawało nam się spotkać raz, może dwa, i to prawie nigdy na weekendach. Paweł twierdził, że ma chorą mamę, którą na weekendach się zajmuje, a ja w ogóle nie podejrzewałam, że może być inaczej.

Niestety, po paru miesiącach wielkiej miłości przez przypadek odkryłam, że Paweł nie ma schorowanej matki, a żonę i córkę, z którymi spędza cały weekend. Paweł pracował razem ze swoją żoną w jednej firmie, dlatego tak mało mi o niej opowiadał. Okazało się, że byłam tą drugą, a do tego zupełnie nieświadomą. Myślałam, że Paweł jest seksownie tajemniczy, a on był po prostu mało seksownie kłamliwy! Nigdy więcej randek z żadnym pracownikiem działu personalnego!

Pasmo nieszczęść

Dzisiejszy poranek w pracy rozpoczął mi się bardzo, ale to bardzo źle. Mam nadzieję, że poranne nieszczęścia już się skończyły i do końca dnia fatum zostawi mnie w spokoju. Oby to nie był jeden z tych dni, które wspomina się latami z drżeniem serca życzy, by nigdy więcej się nie powtórzyły.

35Mówi się, że nieszczęścia chodzą parami, jednak w moim przypadku nieszczęścia chadzają całymi stadami. Zanim wyszłam z mieszkania i zamknęłam za sobą drzwi wydawało mi się, że czeka mnie dość przyjemny dzień, zwłaszcza, że mamy dziś piątek oznaczający zbliżający się dwudniowy urlop od pracy. Niestety, dobry nastrój opuścił mnie gdy tylko dotarłam do swojego auta i zobaczyłam, że głupia zostawiłam samochód na światłach, przez co rozładował się akumulator. Nie miałam czasu by na szybko dzwonić do kogoś po pomoc, i zamiast korzystać z samochodu pobiegłam na przystanek. Jakimś cudem w minutę po moim dotarciu na przystanek podjechał autobus, co oznaczało, że mam dużą szansę na punktualne dotarcie do biura. Niestety, dzisiejszy korek na wjeździe do Warszawy był największym, z jakim do tej pory miałam do czynienia. W konsekwencji do biura, gdzie pracuję jako pracownik działu personalnego Warszawa, dotarłam z ponad półgodzinnym opóźnieniem.

Udało mi się uchronić przed gniewem kierownika, bo ten miał akurat spotkanie i nie zorientował się, że jedna z jego podwładnych w pracy zjawia się zbyt późno. Po spóźnieniu do pracy przyszła jeszcze kolej na podarcie nowych rajstop i wylanie na siebie kawy, która miała mnie rozbudzić. Rozbudziła, ale nie w taki sposób, jak oczekiwałam.

Trudne rozmowy

34Wczoraj przez pół godziny rozmawiałam z moją mamą, która żaliła się, że mimo zbliżających się nieuchronnie Świąt Bożego Narodzenia, ona nadal nie zaplanowała sobie sprzątania, gotowania i innych typowo świątecznych działań. Przeżywa (zresztą jak zwykle), że nie wyrobi się ze wszystkim, chociaż znając ją w Wigilię wszystko będzie dopięte na ostatni guzik. W ostatni miesiąc roku moja mama, która pracuje jako pracownik działu personalnego Bielsko-Biała, ma bardzo dużo pracy i dopinania na ostatni guzik wszystkich płacowych i kadrowych obowiązków. Nie dziwię jej się, że chodzi jak zakręcona, bo dla mnie samej koniec roku jest dość dziwnym czasem, w którym nie wiem w co mam ręce włożyć.

Razem z mężem mieszkamy w dużej odległości od rodzinnego domu, dlatego nie jestem w stanie pojechać wcześniej do mamy i pomóc jej w świątecznym sprzątaniu. Tym razem musi ze wszystkim poradzić sobie sama, a ja co najwyżej mogę coś ugotować lub upiec.

Rozmowy z moją mamą zawsze przebiegają w ten sam sposób, a mianowicie mama przez pół godziny gada o wszystkim i o niczym, a ja jedynie co chwila wrzucam jakieś komentarze, na które mama i tak nie zwraca większej uwagi. Czasem mam wrażenie, że nasze rozmowy telefoniczne mają raczej formę monologu, niż dialogu. Mimo to już nie mogę się doczekać jak pojadę do domu na Wigilię i uściskam rodzicielkę. Ma swoje wady, ale to jednak moja mama.